Opłaty za śmieci oraz sposób ich rozliczania od lat wzbudzają w Koszalin Centrum Pomorza wielkie emocje. Niemal równo osiem lat temu doprowadziły nawet do demonstracji pod koszalińskim Ratuszem. Był to sprzeciw wobec zignorowania wyników konsultacji społecznych, które odbyły się pod koniec 2012. Mieszkanki i mieszkańcy Koszalina jasno wyrazili w nich, że chcą płacić za śmieci „od głowy”.Radni miejscy – w tym ci, którzy dzisiaj głośno domagają się od prezydenta Piotr Jedliński konsultacji społecznych, jak Tomasz Bernacki czy Sebastian Tałaj, wtedy wskazali na najmniej popularną opcję ignorując wolę koszalinian. Ponownie uczynili to w roku 2015.

W moim odczuciu, to co się dzieje teraz to czysty polityczny teatr wynikający z podziału w klubie Koalicji Obywatelskiej – chodzi jedynie o to aby prezydentowi dopiec i choć na chwilę utrudnić mu życie. Z drugiej strony Wspólny Koszalin musi wspierać prezydenta, który nadal nie może się odnaleźć w obcej i trudnej dla niego sytuacji, gdy nie ma posłusznej sobie większości w Radzie Miejskiej.

Niezależnie od tego jak intensywnie i z kim będą konsultować radni oraz co ich grupa ustali za zamkniętymi drzwiami w ramach zaproponowanego przez prezydenta zespołu, to nie da się uciec od prostych faktów: za gospodarkę odpadami musimy zapłacić ponad 33 miliony złotych, nie można na systemie zarobić, nie można do niego dołożyć, a obecny system naliczania opłat musi zostać zmieniony. Czeka nas w związku z tym jeszcze więcej pustych teatralnych gestów przez kolejne dni…

Przeczytaj też