Tego jeszcze w polskiej polityce nie było. Platforma Obywatelska ogłosiła Koalicję 276…bez pytania kogokolwiek czy ma ochotę do niej wejść. Następnie panowie Budka i Trzaskowski wygłosili założenia porozumienia z góry uznając, że Polska 2050, Lewica czy PSL je zaakceptują.
Idea Zjednoczonej Opozycji powraca regularnie od sześciu lat; zwykle przed kolejnymi wyborami jako wyraz pewnej bezradności wobec wysokich notowań Prawa i Sprawiedliwości. W roku 2019 w wyborach do Parlamentu Europejskiego idea ta się ziściła. W skład Koalicji Europejskiej pod egidą PO weszli przedstawiciele m.in .Nowoczesnej, SLD, Zielonych i PSL-u. Skończyło się dotkliwą porażką; opozycyjny sojusz, w najłatwiejszych dla siebie wyborach, dostał blisko milion głosów mniej niż partia rządząca. KE rozpadła się niedługo potem.
Targana wewnętrznymi konfliktami PO, słaniająca się pod ciężarem bezideowości i braku spójnej wizji poza anty-PiS, odgrzewa zatem kotleta szantażując już na starcie potencjalnych partnerów. Szafuje obliczeniami znowu zapominając, że w polityce 2+2 to nie zawsze jest 4. Elektoraty różnych partii nie sumują się, wyborcami nie da się dysponować niczym workiem kartofli, a niechęć do jednego z ugrupowań może odrzucić od całego porozumienia. Na dodatek system wyborczy w Polsce skonstruowany jest tak, że o tym kto wejdzie do parlamentu w większości sytuacji decyduje miejsce na liście, co słabszych od PO partnerów skazuje na rolę przystawek. Trudno zatem oczekiwać od kogokolwiek entuzjazmu do tego projektu.

Przeczytaj też