Do 12 lutego Koszalin czeka na oferty na dalsze prowadzenie systemu roweru miejskiego – skończyła się bowiem umowa z firmą Nextbike Polska, która prowadziła go od roku 2018.


To wreszcie szansa na to, że do dyspozycji będzie więcej niż skromne 10 stacji i 100 rowerów. Dla porównania w Kaliszu jest ich prawie trzy razy więcej. Pojawić się ma także bardziej zróżnicowane rowerów; standardem są już w innych miastach bicykle dziecięce, tandemy czy cargo. Warto również, aby złamaniem regulaminu nie była już przejażdżka wypożyczonym jednośladem np. do Mielna.


Na koszalińskich ulicach – w ramach prywatnej inicjatywy – pojawiły się w międzyczasie skutery i hulajnogi. Ważną różnicą jest tutaj to, że nie mają one stacji dokujących i można je zostawić w dowolnym miejscu w wyznaczonej strefie. Przynajmniej jeden taki system roweru miejskiego w Polsce funkcjonuje i mam wrażenie, że taka jest przyszłość tego typu rozwiązań, bo z punktu widzenia użytkownika są one dużo wygodniejsze. Generują oczywiście problemy takie jak porzucanie pojazdów na chodnikach, czy konieczność zapewnienia dostępu do nich w różnych częściach miasta.


Pandemia sprawiła, że bardzo wiele osób przesiadło się rowery – okazały się najbezpieczniejszym środkiem transportu i alternatywą dla mocno ograniczonej w tym czasie miejskiej komunikacji. Mam nadzieję, że to będzie trwała zmiana nawyków

Przeczytaj też