Można mieć bardzo wiele uwag do prywatnych mediów w Polsce, prawdopodobnie niektóre z nich dzisiaj demonstrują lekką hipokryzję.

Natomiast nie mam cienia wątpliwości, że potrzebujemy dziennikarek i dziennikarzy, nie zginających kolana przed jakąkolwiek władzą. Wizja, w której mamy do wyboru wyłącznie posłuszne władzy media rządowe oraz suto finansowane przez spółki skarbu państwa publikatory bezkrytycznie prorządowe, gdy pluralizm polega na wybieraniu między Jackiem Kurskim, braćmi Karnowskimi czy Tomaszem Sakiewiczem jest przerażająca.Z proponowanego nowego podatku tylko połowa ma iść do Narodowego Funduszu Zdrowia. Reszta to lepiej lub gorzej kamuflowane cele partyjno-rządowe Zjednoczonej Prawicy. Jeżeli dzisiejszy protest nie da rządowi do myślenia, to w następnym kroku politycy obozu rządzącego powinni zostać odcięci na pewien czas od niezależnych mediów.

W czasie pierwszych rządów PiS, w roku 2006, rządząca koalicja podpisywała porozumienie o współpracy. Postanowiła zrobić to jedynie w obecności przyjaznych sobie mediów publicznych oraz należących do Tadeusza Rydzyka. W odpowiedzi dziennikarze niezależnych publikatorów przez jeden dzień całkowicie ignorowali aktywność polityków obozu rządzącego. Politycy prawicy wyglądali wtedy na niebywale wstrząśniętych. I to wydaje się być najskuteczniejszą metodą działania wobec osób, którym marzy się tłumienie wolności mediów.

Przeczytaj też