Otwarcie Sizar Club Koszalin i prawie 20 tysięcy innych lokali w całej Polsce to ostateczny dowód na bezradność polskiego państwa w walce z epidemią i załamanie się wprowadzonego przez rząd PiS systemu obostrzeń i nakazów.

Premier Mateusz Morawiecki w ciągu ostatniego roku już trzykrotnie odnosił spektakularne zwycięstwa nad pandemią koronawirusa – w napawaniu się tryumfem nie przeszkadzało mu nawet to, że dziennie umiera z tego powodu kilkaset osób. Pijani szczęściem szef rządu oraz podlegli mu ludzie niestety zaniedbali przygotowywanie spójnego i mające solidne podstawy prawa. Rozporządzenia wprowadzane na ostatnią chwilę, ustawy, zawierające więcej błędów niż Cyberpunk 2077 – to wszystko znajduje swój smutny finał w kolejnych sprawach przegrywanych przez Sanepid i Policję przed sądami stwierdzającymi brak podstaw do nakładania mandatów.

W listopadzie zeszłego roku po tygodniach chaosu i zaskakiwania nakładaniem i zdejmowaniem ograniczeń rząd Zjednoczonej Prawicy wreszcie przedstawił spójny plan. Określił w nim co się wydarzy przy zanotowaniu określonej liczby zakażeń. Doszliśmy w zgodzie z nim do Narodowej Kwarantanny po czym…został on wyrzucony do kosza. Teraz gdy przypadków zachorowań mamy nie 20 tysięcy a trzy razy mniej, gdy obostrzenia powinny być luzowane, nie wiemy co i kiedy zostanie postanowione, a od władzy napływają sprzeczne komunikaty (może w lutym, może w marcu, a może nigdy określone branże zostaną otwarte).

Zrozumiałe w takich okolicznościach są frustracja, zniecierpliwienie, a na końcu bunt wobec państwa, któremu zwyczajnie nie można ufać. Rząd sam nie pokazuje się jako odpowiedzialny (choćby przez to jak radzi sobie ze szczepieniami) nie wyegzekwuje tej odpowiedzialności od kogokolwiek innego – przynajmniej póki nie podporządkował partyjnym funkcjonariuszom niezależnego sądownictwa w całości.

Zupełnie inną kwestią jest ocena zachowania tych co Sizara i inne lokale otworzyli, zwłaszcza gdy Koszalin jest w ogólnopolskiej czołówce miast z największym przyrostem zakażeń…

Przeczytaj też