Kilka miesięcy temu chwaliłem Koszalin Centrum Pomorza za świetnie prowadzoną komunikację społeczną w czasie epidemii. Teraz niestety doszło do katastrofalnej wręcz wpadki, której konsekwencje mogą potrwać miesiącami i położyć się cieniem na procesie ewentualnej ekspansji miasta – lub niemal całkowicie go zablokować.

Wchłanianie części gmin przez większe ośrodki niemal zawsze budzi wielkie emocje – tak było w przypadku projektów powiększenia Warszawy, ale też Opola. To potężna zmiana społeczna i polityczna – interesy zaangażowanych w nią stron są zwykle bardzo rozbieżne, a determinacja w walce o nie ogromna. Dlatego tak istotne jest właściwie przygotowanie sposobu mówienia o niej, informowania – tłumaczenia procesu i korzyści z niego płynących. To pozwala pozyskiwać sojuszników; zaniedbanie zaś generuje wrogów.

Koszalin podszedł do tego wyzwania w absolutnie najgorszy możliwy sposób. Mieszkanki i mieszkańcy Gorzebądzia, Kędzierzyna, Skwierzynki, Bielic, Konikowa oraz Kretomina o rozważaniach koszalińskiego Ratusza dowiedzieli się z… pokątnie propagowanej ankiety w mediach społecznościowych. Zaskoczeni byli (lub przynajmniej publicznie je demonstrowali) koszalińscy radni miejscy oraz włodarze gmin, na których spore części chrapkę ma Koszalin. Jesteśmy na początku bardzo długiego procesu, a jego przeciwnicy właśnie dostali ogromny zastrzyk mobilizacji.

Abstrahując od tego czy sam pomysł jest trafny, to uważam, że komuś w koszalińskim Urzędzie Miejskim zwyczajnie zabrakło wyobraźni… Pokaż mniej

Przeczytaj też