Zarobki polityków zawsze budzą wiele emocji. A plany podwyżek dla nich rozgrzewają wręcz do czerwoności. Spotkałem się nawet kiedyś z opinią, że niespełna 200 zł jakie otrzymuje szeregowy członek Rady Osiedla to zbyt wiele.

Na początek ustalmy jedno: posłowie dzisiaj w porównaniu do najczęstszych dochodów Polek i Polaków zarabiają bardzo dobrze. Blisko 10 tysięcy brutto pensji, dieta ok 2500, do tego środki na prowadzenie biura (12,5 tysiąca) i darmowe przejazdy środkami komunikacji publicznej. Mieszczą się tym samym w grupie 6 procent najlepiej zarabiających w Polsce. Najwięcej osób – według danych GUS – w naszym kraju inkasuje 2379,66 zł brutto, czyli ok. 1765 zł netto.

Pandemia wywróciła życie społeczne i gospodarcze do góry nogami. Wiele pracownic i pracowników musi mierzyć się z obniżonymi pensjami, a nawet zwolnieniem z pracy. Zamrożono pensje w budżetówce. A najgorsze być może dopiero przed nami. W takich okolicznościach hojne dosypywanie sobie publicznego grosza jest po prostu skrajnie nieprzyzwoite i sugeruje mocne oderwanie od rzeczywistości. Gdy radośnie podnoszący za tym ręce chwile wcześniej mówią o niedofinansowaniu ochrony zdrowia, czy minimalnej zupełnie podwyżce dla nauczycielek, no to jest to już wyższy poziom hipokryzji.

Bardzo mnie smuci, że w tej sprawie niemal cała opozycja zawarła pakt z PiS – w tym wszyscy reprezentanci z naszego regionu. To, że oni będą się musieli teraz ze swoich zapędów tłumaczyć to jedno, drugie, że rozbili w drobny mak i tak nieduże zaufanie do polityków. Argument, że idzie się tam po to, żeby zapewnić sobie komfortowe życie nigdy nie był tak trudny do zbicia jak dziś.

Z tej próby ognia – po stronie demokratycznej opozycji – zwycięsko wyszło Razem. Szóstka posłanek i posłów dwukrotnie zagłosowała przeciw. Warto tu również przypomnieć, że ta część klubu Lewicy pobiera z sejmowej kasy trzykrotność pensji minimalnej, zaś resztę przeznacza na wsparcie rozmaitych inicjatyw pozarządowych.

Przeczytaj też